niedziela, 8 września 2019

Rozdział [1]

Standardowe Umiejętności Magiczne

Harry ostatnimi czasami nie mógł pojąć, z jakiego powodu Hermiona tak bardzo ich nienawidzi. Do egzaminów zostało jeszcze trochę czasu, a gryfonka całymi dniami kazała im ślęczeć nad książkami i zapamiętywać coraz nowsze wiadomości, które wynajdywała z dnia na dzień.

Chłopiec, Który Przeżył leniwie przerzucał strony podręcznika do Obrony przed Czarną Magią, pilnie studiując każdy pojawiający się tam obrazek. Wszelki tekst na stronach omijał szerokim łukiem, mając stuprocentową pewność, że nie dowie się z niego niczego nowego. Przypomniał sobie wszystkie lekcje, na których wdał się w dyskusję z Umbridge, a każda z nich kończyła się jednym - szlabanem.

Zamyślony, potarł grzbiet lewej dłoni ozdobiony słabymi śladami, stanowiącymi wieczną pamiątkę po pisaniu krwawym piórem jednego zdania, które miało nauczyć go posłuszeństwa: "Nie będę kwestionować wiedzy pani profesor".

Wybraniec spojrzał kątem oka na swojego przyjaciela, który siedział obok niego. Ron z widoczną tęsknotą wpatrywał się w szkolne boisko tuż za oknem. Było po nim wyraźnie widać, że wolałby ćwiczyć Quidditcha niż siedzieć z nimi w bibliotece.

Zielonooki doskonale go rozumiał, bo sam miał ochotę powiedzieć dziewczynie, że musi załatwić coś pilnego, ale Hermi znała go zbyt dobrze, by potrafić rozróżnić kiedy kłamie, a kiedy mówi prawdę. Zrezygnowany zamknął podręcznik i wrzucił go do swojej torby, zerkając na swoich przyjaciół.

- Myślę, że wystarczy nam już tej nauki na dzisiaj.

- Ale Harry... dopiero niedawno zaczęliśmy... - Hermiona oburzyła się na jego słowa, zerkając to na czarnowłosego, to na rudzielca, który wykazał się odrobiną zainteresowania.

- Hermi, siedzimy tutaj od trzech godzin! - zaakcentował dwa ostatnie słowa i spojrzał na dziewczynę z rozbawieniem. - Dobrze wiemy, że możesz się uczyć nawet cały dzień, ale dla mnie i Rona to za dużo.

- No dobrze... - Gryfonka oderwała się od notatek i zaczęła je pakować. - Ale jutro tutaj wrócimy i pouczymy się z historii magii.

- Oczywiście. - Harry uśmiechnął się do niej, kiwając głową na potwierdzenie swoich słów.

Po jakimś czasie każde z nich było spakowane i gotowe do drogi. Wolnym tempem wyszli z biblioteki, skąd udali się do pokoju wspólnego gryfonów. Po drodze rozmawiali i śmiali się jak nigdy wcześniej. Wiedzieli, że ostateczna bitwa z Voldemortem nadejdzie w nieoczekiwanym przez nich czasie, jednak w tej jednej chwili zapomnieli o całym bożym świecie. Wszystko byłoby dobrze, gdyby w połowie drogi nie natchnęli się na znienawidzonego ślizgona.

- Szlama, Bliznowaty i Wieprzlej... - Głos Draco odbił się echem od ścian korytarza.

- Odczep się, Fretko. - Harry spojrzał na blondyna wzrokiem pełnym nienawiści, którą okazywał za każdym razem, gdy się spotykali.

- Czyżby wybrańcowi coś nie pasowało? - Malfoy uniósł jedną brew do góry, przyglądając się trójcy Gryffindoru ze złośliwym uśmieszkiem. - A może ukłonić się potężnemu Potterowi, okazując tym samym wielkie uwielbienie?

Na ostatnie zdanie w zielonookim się zagotowało, a uczucie gniewu zaczęło napędzać go do działania. Już miał rzucić się na chłopaka, jednak powstrzymała go Hermiona, kładąc mu dłoń na ramieniu.

- Nie warto, Harry... - wyszeptała i pociągnęła przyjaciela w dalszą drogę.

Już bez żadnych rewelacji i w całkowitym milczeniu doszli do obrazu Grubej Damy, która kolejny raz ćwiczyła swoje aktorskie zdolności. Spojrzała na nich z niechęcią za przerwanie jej solówki, jednak po usłyszeniu hasła wpuściła ich do środka.

W pokoju wspólnym nie było praktycznie nikogo oprócz Neville'a, który zajmował się swoją roślinką i gryfonki z pierwszego roku pogrążonej w jakieś książce. Harry wszedł na schody, prowadzące do męskiej części dormitorium i zerkając na swoich przyjaciół, powiedział aby na niego poczekali.

Znajdując się w sypialni chłopców swojego rocznika, rzucił torbę na łóżko i ściągnął szkolną szatę, zamierzając wyciągnąć spod łóżka błyskawicę. Jednak w ostatniej chwili przypomniał sobie, że jego miotłę zabrała Dolores Umbridge i pewnie zbyt szybko jej nie odzyska. Zwłaszcza, że on jak i również bliźniacy Weasley otrzymali dożywotny zakaz grania w Quidditcha.

Z lekkim żalem w końcu opuścił dormitorium i wrócił do przyjaciół. Chwilę później cała trójka wyszła na oblane słońcem błonia, gdzie większość uczniów wylegiwała się w ostatnie chwile przed egzaminami. Przystanęli na moment przy jeziorze, gdzie Fred, George i Lee karmili Wielką Kałamarnicę, jednak szybko podjęli przerwaną wędrówkę do chatki Hagrida.

Przystanęli przy drzwiach, w które Hermiona delikatnie zapukała. Najpierw usłyszeli ujadanie Kła, a po kilku sekundach w progu pojawiła się włochata głowa Hagrida.

- W końcu stwierdziliście, że pora odwiedzić starego przyjaciela, cholibka? - Hagrid szeroko się uśmiechnął i odsunął, aby wpuścić trio do środka. Poczekał chwile, aż wejdą, a następnie zamknął za nimi drzwi. - Wszystko w porząsiu?

- Oczywiście, że tak - odpowiedzieli jednocześnie, siadając na krzesłach przy stole.

- Herbatki? - zapytał gajowy i nie czekając na ich odpowiedź, zaczął krzątać się po izbie. - Gotowi na SUMy?

- Oczywiście, że nie! - Hermiona odpowiedziała, zanim zdążyli otworzyć usta. - Zostało nam jeszcze tyle materiału do powtórzenia, a tak mało czasu! A co jeśli coś pomylę i nie zaliczę czegoś? Przecież to będzie koszmar!

Ron z Harrym jęknęli cicho na słowa przyjaciółki, a Hagrid spojrzał na nią z szerokim uśmiechem.

- Cholibka! Jesteś najmądrzejszą czarownicą, którą kiedykolwiek poznałem i jestem pewien, że świetnie ci pójdzie, Hermi.

- Nooo, nie wiem...

Po kilku minutach każdy otrzymał swój kubek z gorącą herbatą i rozprawiał z ożywieniem o wszystkim. Hagrid opowiadał im o swoim młodszym braciszku, Graupie. Ron z Harrym rozprawiali z ożywieniem o wygranym Pucharze Quidditcha, zaś Hermiona zanudzała ich, rozprawiając z przejęciem o materiale, którego jeszcze nie zdążyła powtórzyć przed egzaminami i planowała już kolejne długie godziny w bibliotece.

Tak świetnie im się rozmawiało, że dopiero po dwóch godzinach zorientowali się, że trwała już pora kolacji. Pożegnali się z Hagridem, który życzył im powodzenia podczas nadchodzących egzaminów i ruszyli do zamku. Skierowali się do Wielkiej Sali, gdzie trwały ożywione rozmowy na temat Quidditcha i SUMów. Umbridge siedziała przy stole nauczycielskim i najwidoczniej udzielała jakiś porad Snape'owi, który wyglądał jakby był o cal od przeklęcia kobiety.

- Spójrzcie na Snape'a - wyszeptał Harry, powstrzymując śmiech.- Żałuję, że jeszcze jej nie przeklął.

- Harry, nie bądź wredny! - Hermiona pacnęła go w ramię, a następnie zajęła się rozmową z Ginny, która siedziała obok niej.
 
Ron z Harrym spojrzeli na siebie, a następnie parsknęli cicho. Szybko jednak zajęli się swoim posiłkiem, aby uniknąć karcącego spojrzenia dziewczyn.

***

W ostatni tydzień przed egzaminami nauczyciele udzielali im końcowych porad o tym czego mają unikać na SUMach. Profesor McGonagall zapoznała im z rozkładem egzaminów i szczegółowym regulaminem.

- Przed południem będziecie mieli sprawdziany z teorii, a po południu będziecie  zdawać praktyczne. Oczywiście wszelkie próby ściągania są zabronione, a wasze arkusze egzaminacyjne będą zaczarowane silnymi zaklęciami, które mają działać przeciw wszelkim oszustwom - mówiła cicho, ale każdy w klasie słyszał ją bardzo dobrze. - Dyrektor Umbridge... kazała nam przekazać, że wszelkie próby ściągania będą surowo ukarane, więc mam nadzieję, że nikt z was tego nie spróbuje...
 
W poniedziałek przed południem mieli pisać egzamin z zaklęć, więc w niedzielę Hermiona warczała na wszystkich wokół, którzy jej przeszkadzali. Na śniadanie zeszła z nosem w książce, którą czytała tak szybko, że Harry'emu zakręciło się w głowie.
Po posiłku uczniowie piątych i siódmych klas zebrali się przed Wielką Salę. Klasa po klasie byli wzywani do wejścia, a kiedy w końcu każdy znalazł dla siebie miejsce, profesor McGonagall pozwoliła im zaczynać. Analizując krok po kroku każde pytanie i uśmiechając się do wspomnień, Harry'emu udało się przejść przez zestaw zadań i ukończyć egzamin.

Po zakończeniu testu Hermiona zaczęła nerwowo chodzić po pokoju wspólnych, jeszcze raz analizując swoje odpowiedzi, co wyraźnie irytowało jej przyjaciół. Ron w końcu nie wytrzymał i wyrzucił z siebie, że już raz przez to przechodzili i nie chcą tego powtarzać po raz kolejny. Dziewczyna zareagowała na to cichym prychnięciem, jednak przestała wyrażać swoje wątpliwości na głos.

Po południu stłoczyli się w małej komnacie przy Wielkiej Sali, czekając na swoją kolej. W końcu nadeszła kolej Harry'ego, a profesor Flitwick skierował go do  profesora Tofty, który okazał się sympatycznym staruszkiem.

We wtorek było tak samo, a jedyną różnicą było to, że zdawali transmutację. W środę mieli zielarstwo, zaś w czwartek Harry był całkowicie wyluzowany. Nie miał żadnych problemów z egzaminem pisemnych z obrony przed czarną magią, a praktyka poszła mu gładko, jakby się z tym urodzić. Na sam koniec wyczarował swojego patronusa, który dumnie pomknął przed siebie, aby na końcu wrócić do niego. Profesor Tofty uśmiechnął się, a następnie pozwolił mu odejść. Po raz pierwszy Harry był pewny, że poszło mu wyśmienicie.
W piątek Hermiona powędrowała na egzamin z Run, zaś chłopcy usiedli do czarodziejskich szachów. Chociaż przez te kilka godzin odpoczęli od nieustannej nauki i nerwów, które towarzyszyły przy każdym z egzaminów. Potem przez cały weekend wkuwali do eliksirów, które miały być w poniedziałek. Najbardziej jednak cieszyli się, że Snape nie był egzaminatorem na praktycznym, więc mogli trochę się rozluźnić.

We wtorek mieli opiekę nad magicznymi stworzeniami, jednak oba egzaminy okazały się dość przyjemne. Na egzaminie praktycznym musieli zidentyfikować szpiczaka ukrytego wśród jeży, co przyjęli z ulgą oraz dostali kilka innych prostych zadań do wykonania. We środę przed południem udali się na astronomię, a następnie po południu na wróżbiarstwo, na którym kompletnie nie wiedzieli co zrobić. Otchłań kuli była mroczna i nie wróżyła zbyt dobrze dla nich, fusy wcale nie chciały współpracować, zaś linie na dłoni ciągle im się myliły.

Na nocnym egzaminie z astronomii pracowali do momentu, aż na błoniach rozległ się potężny huk. Wtedy spostrzegli, że drzwi chatki Hagrida się otwierają, a sam olbrzym ryczy gniewnie i macha rękami otoczony czarnymi postaciami, które próbowały go oszołomić. Całe skupienie uleciało z klasy, kiedy pojawiła się profesor McGonagall, wykrzykująca słowa, które miały powstrzymać osoby przed atakowaniem Rubeusa. Kiedy oberwała zaklęciami, wszyscy zamarli z przerażeniem w oczach. Wtedy nawet egzaminatorzy nie powstrzymywali się z oburzenia, całkowicie zapominać o trwających egzaminie.

Gdy wrócili do pokoju wspólnego Gryfonów, opowiedzieli wszystkich o tym, co się stało. W komnacie rozległy się oburzone słowa i praktycznie każdy zaczął nagadywać na Umbridge, która coraz bardziej panoszyła się w zamku. W tych chwilach żałowali, że Dumbledore znajdował się daleko, jednak mieli szczerą nadzieję, że już niedługo do nich wróci.

Ostatni i do tego najnudniejszy egzamin miał odbyć się kolejnego dnia po południu, więc od rana starali się powtórzyć tyle materiału z historii magii ile tylko mogli. Próbując nie zasnąć, Harry czytał kolejne słowa z notatek Hermiony, aż w końcu zmorzył go sen.

- Harry, Harry... - Lekkie szturchanie ramieniem sprawiło, że chłopak się obudził, mamrocząc coś pod nosem. - Harry, musimy iść, bo się spóźnimy na egzamin!

- Już, idę... - wyszeptał, przeciągając się i powłócząc nogami za przyjaciółmi. - Obleję to jak nic...

- Myśl pozytywnie, Harry! Zdasz to jak wszystko inne. - Hermiona zaśmiała się nerwowo, denerwując się równie mocno jak oni.

W końcu weszli do Wielkiej Sali, gdzie zajęli miejsca z arkuszami egzaminacyjnymi. Na wyraźny sygnał profesor Marchbanks odwrócili je tekstem do góry i przystąpili do rozwiązywania zadań. Złoty Chłopiec musiał kilka razy przeczytać pierwsze pytanie, zanim do jego zamglonego umysłu doleciał ukryty tam sens. Przemknął wzrokiem po kolejnych zadaniach, pisząc wszystko co przyszło mu na myśl i próbując przypomnieć sobie pewne informacje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz