Rozdział 15
Lekcje
Kilka dni potem Harry spojrzał na plan. Miał dzisiaj eliksiry, OPCM, językoznawstwo i animagię. Chociaż tych ostatnich zajęć nie potrzebował, to stwierdził, że pójdzie powkurzać Syriusza. Pod czujnym wzrokiem swojej dziewczyny zjadł śniadanie. Od kilku dni zaczęły go dręczyć koszmary i z tego powodu mało jadł.
-Spotkamy się na obiedzie. I nie próbuj nie przyjść.
-Ale Gin...
-Nie ma żadnego "ale". Mówiłam ci, żebyś poszedł do kogoś z nauczycieli, ale ty wiesz lepiej- powiedziała wściekła Ginny.
-Bo to moja sprawa.
-Do zobaczenia na obiedzie.
-Do zobaczenia - dali sobie krótkiego całusa w policzek.
-Harry, idziesz?
-Tak, Herm.
Zielonooki wraz z Hermioną i Ronem poszli na pierwszą lekcje w lochach. Jak zwykle wszyscy czekali na profesora Snape'a. W końcu otworzył drzwi.
-Wejdźcie i zajmijcie miejsca- powiedział, gdy uczniowie zaczęli wchodzić do klasy. -Dzisiaj zrobimy sobie sprawdzian. Uwarzycie eliksir zapomnienia. Macie na to dwie godziny. Zaczynajcie
Wszyscy otworzyli podręczniki na sposobie wykonania eliksiru. Harry poszedł po wszystkie składniki, a kiedy wrócił wyciągnął kociołek i zapalił zaklęciem ogień pod nim. Najpierw dodał 2 krople wody z rzeki Lete. Podgrzewał przez 20 sekund, a potem dodał 2 gałązki waleriany. Zamieszał 3 razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara i machnął różdżką. Pozostawił do zaparzenia przez 45-60 minut. Przez ten czas czytał podręcznik do OPCM, która ma być po eliksirach. Po godzinie dodał 2 porcje składniku standardowego do moździerza, a potem dorzucił 4 jagody z jemioły. Rozgniótł składniki za pomocą tłuczka i 2 szczypty wrzucił do kociołka. Zamieszał 5 razy przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Na końcu machnął różdżką.
Zielonooki przelał eliksir do fiołki i podpisał "Harry Potter".
Następną lekcją było OPCM. Harry z przyjaciółmi usiedli na swoich miejscach. Po sekundzie do sali wszedł profesor.
-Witajcie na kolejnej lekcji Obrony przed Czarną Magią. Odłóżcie podręczniki i ustawcie się na środku sali- machnął różdżką, a ławki i krzesła wylądowały pod ścianą. -Na dzisiejszej lekcji poznamy zasady pojedynku. Panie Potter i panie Malfoy zapraszam.
Harry i Draco podeszli do siebie mierząc się wzrokiem.
-Posłużą nam oni jako przykład. Na początku uczciwego pojedynku osoby walczące muszą się ukłonić.
Chłopcy się ukłonili i wyciągnęli różdżki.
-Wszystkie zaklęcia, które znacie, ale bez niewybaczalnych i czarnomagicznych, zrozumiano?
-Tak, proszę pana.
-No to zaczynajcie.
Czarnowłosy i blond włosy mierzyli się wzrokiem. W końcu rzucili pierwsze zaklęcia.
-DRĘTWOTA!
-EXPELLIARMUS!
Wszyscy obserwowali pojedynek. Raz wygrywał jeden, po chwili drugi.
-Jak widzicie, żaden z nich nie chce przegrać. Oboje próbują znaleźć słaby punkt przeciwnika. Możecie przestać.
Harry zablokował ostatnie zaklęcie, które posłał Draco. Na słowa profesora odwrócili się do uczniów.
-Bardzo dobrze. Oboje otrzymujecie po 10 punktów za uczciwy pojedynek. Możecie lecieć na następną lekcje.
Harry z przyjaciółmi ruszyli na językoznawstwo.
-Ciekawe o czym będziemy się uczyć.
-Też się zastanawiam.
-Możliwe, że poznamy język elfów i smoków-powiedziała Hermi.
-Smoki. Super!
Stanęliśmy przed drzwiami do klasy, które były jeszcze zamknięte. Po pięciu sekundach za plecami rozległ się głos.
-Pchnijcie drzwi. One nie są zamknięte, lecz przymknięte.
Wykonaliśmy polecenie i po chwili znaleźliśmy się w jasnoniebieskiej sali. Stoły poustawiane były w półokręgu, a na środku stało biurko profesorki. Na ścianach wisiały obrazy elfów i smoków i innych stworzeń.
-Ślicznie- zachwyciły się dziewczyny.
-Usiądźcie, kochani.
Każdy zajął miejsce przy stole.
-Jest to nasza pierwsza lekcja, więc chciałabym was trochę poznać. Jestem Lily Potter i będę was uczyła językoznawstwa. Na moich lekcjach traktujemy osoby z szacunkiem. Nie chciałabym, abyście się kłócili, ale żeby była miła atmosfera. Teraz po kolei się przestawcie.
-Jestem Angelica. Od zawsze interesuję się różnymi stworzeniami i chciałabym poznać ich języki.
-Mam na imię Dean i lubię rozmawiać z przyjaciółmi.
Każdy po kolei się przedstawił i powiedział co lubi.
- Dziękuję wam za to, że się przedstawiliście. Na dzisiejszej lekcji zaczniemy język smoczy, który będziemy się uczyć na kilkunastu kolejnych lekcjach. Jest on trochę trudny, ale wspólnymi siłami na pewno go opanujemy. Musicie pamiętaj, że smoki mają swój własny język, którym się posługują. Jeśli kiedykolwiek zobaczycie smoka możecie do niego przemówić w tym języku.
"DOVahKiiN DOVahKiiN
NaaL OK ZIN LOS VahRiiN
Wah DeiN VOKUL MahFAERaaK ahST VaaL
ahRK FIN NOROK PaaL GRaaN
FOD NUST HON ZINDRO ZaaN
DOVahKiiN Fah HIN KOGaaN MU DRaaL"
-Proszę pani, a co to oznacza?
-Oznacza to: "Smoczę dziecię, Smoczę dziecię
poprzez jego honor pozostaje przysięgły,
aby zło na zawsze przegnać!
I najzacieklejszym wrogom pogrom nieść,
gdy słyszą krzyk tryumfu,
Smoczę dziecię, o twe błogosławieństwo my modlimy się!"
-Ale super. Też tak chcę -rozległy się głosy w sali.
-Nauczycie się, kiedy przyjdzie czas. Zu'u Lily, co oznacza Ja jestem Lily. Do zobaczenia na następnej lekcji.
-Do widzenia.
Ostatnią lekcją dzisiaj była animagia. Czarnowłosy mógł sobie ją odpuścić, bo miał już swoją postać jako animag. Jako mały czarny kotek wszedł do klasy i usiadł na ławce. Niedługo potem do klasy zaczęli wchodzić uczniowie, łaknący stać się animagami.
-Witajcie na lekcji Animagii- Syriusz usiadł na biurku. - Animagii długo się uczy, jak nie kilkanaście lat. My tutaj spróbujemy choć po części uzyskać postać animagia.
-Miau - nagle w sali rozległo się miauknięcia.
-Kto miauknął? -spytał rozbawiony nauczyciel któremu odpowiedziała następne miauknięcie.
Na środku klasy pojawił się mały kotek.
-A ty kotku co tu robisz?
-Miau- odrzekł rozbawiony Harry w postaci kota.
Kociak podszedł do Ginny i położył łepek na kolanach dziewczyny.
-Jaki słodki - rudowłosa pogłaskała jego czarną sierść. - Mogę go zatrzymać?
-Tak -powiedział Syriusz, a kotek polizał Ginny po policzku i zasnął na jej kolanach.
Po zajęciach dziewczyna niosła kotka na rękach i rozmawiała z przyjaciółkami.
-Ale skąd on się wziął?
-Na pewno komuś uciekł.
-Ale komu?
-Tego nikt nie wie, oprócz kociaka. Ale on raczej nam tego nie powie, bo niby jak?
Nagle stworzonko wyrwało się z objęć i zaczęło uciekać do dormitorium Gryfonów.
-Poczekaj kotku!- krzyczały, biegnąc za nim dziewczyny.
Zwierzątko miauknęło przy wejściu Grubej Damy, która otworzyła mu wejście. Tam zamienił się znowu człowieka i szepnął do innych.
-Jak coś to tutaj kota nie było.
-Spoko.
Po chwili do pokoju wspólnego wparowały zmęczone dziewczyny.
-Widzieliście tutaj takiego małego, czarnego kociaka?
-Nie było tutaj żądnego kota.
-Kurde, uciekł nam. Ale ten kot jest wredny.
-Na pewno się odnajdzie-powiedział Harry, przytulając Ginny.
--------------------------------------------------------
Powracam do was kochani.
Wiem, że długo mnie nie było, ale teraz to poprawianie ocen i takie tam sprawy.
Postaram się następny rozdział wstawić już niedługo. I mam nadzieję, że mi się uda.
Ten rozdział dedykuję wszystkim osobom, którzy to czytają i czekali na rozdział.
Pamiętajcie, że rozdziały mogą pojawiać się rzadko, ale nie oznacza to, że zapomniałam o blogu.
Jak zwykle rozdział ciekawy. Zastanawiam się czy huncwoci będą dalej najeżdżać na Snape'a czy może też planujesz jakoś powiązać go z królestwem i bractwem, co byłoby moim zdaniem ciekawsze. Czekam na nexta.
OdpowiedzUsuńTe pierwsze jest możliwe i te drugie też. A co z tego wyjdzie to się zobaczy.
UsuńMam nadzieję, że niedługo dodasz kolejny rozdział. Czekam niecierpliwie.
OdpowiedzUsuń