Rozdział 1
Walka w Departamencie Tajemnic
Po
pojawieniu się w Departamencie Tajemnic Harry z przyjaciółmi odnaleźli salę ze
szklanymi kulami.
-Syriusz gdzieś tu musi być-rzekł Harry.Z zapalonymi różdżkami szukali rzędu dziewięćdziesiąt siedem.
-Harry?-odezwała się Hermiona.
-Co?
-Ja...myślę, że Syriusza tu nie ma.
Nikt się nie odezwał, a Harry pogrążył się w swoich myślach.
"Jeśli to prawda, naraziłem innych na niebezpieczeństwo."
-Ale pod nią jest moje imię.
Czując, że podstępuje trochę nieostrożnie, zacisnął palce na szklanej kuli. Była ona ciepła.
I wtedy, tuż za nimi, rozległ się cedzący słowa głos:
-Bardzo dobrze, Potter. A teraz odwróć się grzecznie i powoli i daj mi to.
Czarne postacie otoczyli ich ze wszystkich stron, aby nie mogli uciec. Wszystkie różdżki były wycelowane w ich serca.
-Do mnie Potter-odezwał się Lucjusz Malfoy, wyciągnąwszy rękę.
-Gdzie jest Syriusz?- zapytał Harry.
Śmierciożercy roześmiali się. Odezwał się kobiecy głos:
-Czarny Pan ma zawsze rację!
-Zawsze-powiedział Malfoy- a teraz oddaj mi proroctwo, Potter.
-Chcę wiedzieć, gdzie jest Syriusz!
-Chcę wiedzieć, gdzie jest Syriusz!-przedrzeźniała go kobieta.
-Macie go-odparł Harry.- Jest tutaj. Wiem, że jest.
-Mały Potter obudził się psieraziony i okazało się, że tio o czym śniło jest prawdom-odezwała się kobieta, dziecinnym głosem.
-Harry poczuł za plecami poruszającego się Rona.
-Nic nie rób-mruknął.-Jeszcze nie...
Kobieta wydała z siebie ochrypły, piskliwy śmiech.
-Słyszeliście go? Słyszeliście go? Daje instrukcje reszcie bachorów, jakby myślał, o tym by z nami walczyć!
-Och, nie znasz Pottera tak jak ja, Bellatrix--rzekł Malfoy.-On ma słabość do bohaterstwa. Czarny Pan poznał się na nim. A teraz oddaj mi proroctwo, Potter.
-Wiem, że Syriusz jest tutaj.
-Już czas, byś nauczył się różnicy między jawą, a snami, Potter. A teraz daj mi proroctwo, albo zaczniemy używać różdżek.
-No to dalej-odrzekł Harry, wznosząc swoją różdżkę na wysokość piersi. Jego przyjaciele zrobili to samo.
-Oddaj proroctwo, a nikomu nie stanie się krzywda-powiedział chłodno Malfoy.
-Taa, jasne. Ja dam to... proroctwo, a wy puścicie nas, tak po prostu do domu?
-Accio proroct...-wrzasnęła Bellatrix, ale nie zdążyła, bo Harry krzyknął:PROTEGO!
-No proszę mały Potter umie się bawić.
-O jakim rodzaju proroctwo mówimy?
-To jakiś żart Potter.
-Nie, nie żartuję. Na co to Voldemortowi?
-Śmiesz wymawiać jego imię swoimi niegodnymi ustami, śmiesz kalać je swoim szlamowatym językiem...
-Nie powiedzieliście mi, co takiego specjalnego jest w tym proroctwie, które niby mam wam oddać.
-Dumbledore nigdy nie powiedział ci, że powód dla którego nosisz tę bliznę jest ukryty w kuli, w Departamencie Tajemnic?
-Co o mojej bliźnie?-zdziwił się Harry, nadeptując Hermionie na nogę, która szepnęła mu do ucha: Co?
-Czy to możliwe?-odrzekł Malfoy, w złośliwym zachwycie.
Harry mruknął, do Hermiony, kącikiem ust:
-Rozwalamy półki, kiedy powiem teraz...
-Dumbledore nigdy ci nie powiedział?-powtórzył Malfoy.
-TERAZ!-krzyknął Harry.
Pięć głosów za nim ryknęło: REDUCTO! Półki, naprzeciwko nich, eksplodowały.
-UCIEKAJCIE!-wrzasnął Harry.
Znaleźli się w pokoju, gdzie stał kamienny łuk. Przez drzwi wbiegli śmierciożercy.
-Potter, twój wyścig dobiegł końca-wycedził Lucjusz, ściągając swoją maskę.-A teraz jak grzeczny chłopczyk oddaj mi przepowiednię.
Nagle, wysoko nad nimi z trzaskiem otwarło się dwoje kolejnych drzwi i do środka wpadło kolejnych pięć osób: Syriusz, Lupin, Moody, Tonks i Kingsley. Rzucili się w wir walki ze śmierciożercami.
-A teraz masz się stąd wy...-krzyknął Syriusz, zginając głowę Harry'ego w dół, gdy kilka zaklęć ogłuszających poleciało w ich kierunku. Obaj odskoczyli ponownie. Harry rozejrzał się po sali i w połowie schodów zobaczył upadającą Tonks. Syriusz wybiegł Bellatrix na spotkanie. I nagle blizna go zapiekła. Ujrzał Voldemorta pojawiającego się po przepowiednie, ale zatrzymał go Dumbledore. Zdążył zobaczyć jak Bellatrix rzuca na Syriusza zaklęcie uśmiercające. Krew stanęła w jego żyłach, a on sam rzucił się na Syriusza. Zdążył w ostatniej chwili: zielony promień przeleciał nad nimi. Wstał i pomógł wstać Syriuszowi i sam odwrócił się do Bellatrix.
-Nigdy nie dam ci skrzywdzić Syriusza-warknął Harry, a wokół niego pojawiła się silna, złota aura. W tej samej chwili z jego ręki wyleciał złoty promień, który odrzucił Bellatrix z dużą siłą do tyłu. Wpatrywały się w niego kilka par oczów. Wreszcie aura znikła, a on sam nie rozumiał tej sytuacji. Podbiegł do Syriusza, który go przytulił.
-Dziękuję ci Harry-powiedział z troską.
-Nie mogłem pozwolić ci umrzeć.
-Już wszystko w porządku.
Reszta uporała się ze śmierciożercami. Gdy w ministerstwie zaczęli się pojawiać pracownicy i minister magii, wściekły Voldemort złapał leżącą Bellatrix i deportował się.
-Ale...jak to...możliwe? Sam-wiesz-kto...tu...w ministerstwie?-jąkał się Knot.
-Pozwól, że ci wszystko wyjaśnię-rzekł Dumbledore.
-Dumbledore, ty tu?
-Jak widać.
Gdy dyrektor wyjaśniał ministrowi magii wszystko, członkowie zakonu wraz z Harry'm, Ronem, Hermioną, Ginny, Nevillem i Luną deportowali się do kwatery głównej zakonu, na Grimmauld Place numer dwanaście. Harry pożegnał się z Syriuszem i obiecał mu, że będzie pisał do niego listu. Gdy byli gotowi, kominkiem dostali się do szkoły.
------------------------------------------------------------------------------------
Pierwszy rozdział z głowy. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Następny już niedługo. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz