Rozdział 22
Powrót
Powrót
Zielonooki obudził się ze świadomością wstawania bez kaca, który nie ominie pozostałych członków imprezy. Chwycił ręcznik i udał się do łazienki. Wziął orzeźwiający prysznic i w samym ręczniku, opasanym wokół pasa, chodził po swojej komnacie, szukając hogwarckich ubrań. Kiedy skompletował swój strój, ubrał się powolutku, aby wymyślić sposób na pobudkę osób. Schodząc do kuchni, wpadł na pomysł, aby wziąć coś głośnego i na cały regulator puścić to w pokoju, gdzie przebywali pozostali. W kieszeni miał kilka eliksir na kaca, ale postanowił zobaczyć ich reakcje. Zszedł do jadalni, gdzie na stole pyszniły się potrawy, które przygotowały skrzaty. Nałożył sobie kilka rzeczy na talerz i zaczął się delektować. Ciche pyknięcie zwróciło uwagę Harry'ego na skrzata, który lekkim ruchem głowy przywitał się z władcą królestwa.
-Przepraszam, że przeszkadzam waszej wysokości, ale przybył jegomość, który chce się z panem pilnie spotkać.
-Przyprowadź go do mnie, drogi Marle.
-Tak, wasza wysokość-powiedział i tak jak się pojawił, tak zniknął.
Po chwili nastolatek usłyszał odgłos zbliżających się kroków. Do pomieszczenia wszedł wysoki blondyn o arystokratycznych rysach twarzy. W dłoni miał laskę, która promieniowała potężną magią. Uklęknął na kolano i pochylił głowę w geście szacunku.
-Panie -odezwał się głębokim głosem mężczyzny, który można by uznać za głos uzdrowiciela.
-Kim jesteś, przybyszu i czego ode mnie oczekujesz?-zapytał dyplomatycznie młody Potter.
-Nazywam się Assasin McBring. Jestem czarodziejem pochodzącym z południowej części Ameryki.
-To ty jesteś tym starszym, który sprawuje pieczę nad magicznymi przedmiotami, zrobionymi dawno temu.
-Tak, to ja. Nazywają mnie Znachorem, choć tak na prawdę nim nie jestem. Moim prawdziwym zadaniem jest zapewnienie magicznym przedmiotom z gór Gollina bezpieczeństwa. Jak zapewne wiesz, są one bardzo potężne, a w rękach wroga niebezpieczne.
-Słyszałem o was i tych przedmiotach, których istnienie wie nieliczna grupa ludzi. Ale co się stało, że przybywasz tutaj tak z daleka.
-Mój przyjaciel znał twojego dziadka i poradził mi, abym niezwłocznie udał się z tą sprawą do ciebie. Ostatnio odkryliśmy z Juanem, że zniknęła rzecz, która może ochronić swojego właściciela nawet przed samą śmiercią. Nie chcielibyśmy, aby znalazła się ona w rękach czarnoksiężnika.
-Czy mógłbym się dowiedzieć co to za rzecz?
-Abyś zrozumiał wszystko, musiałbyś się udać ze mną do Gór Gollina. Jednak w najbliższym czasie jest to niemożliwe.
-Jak zatem mogę ci pomóc, Assasinie?
-Dowiesz się w swoim czasie, kiedy ponownie się spotkamy. Jednak coś ci powiem. Nie staraj się utrzymać swojego przeznaczenia najdalej od ostatecznego starcia, gdyż upomni się o ciebie mocniej niż zawsze. Szukaj sercem wokół siebie, a pomoże ci ono odkryć tajemnice świata. Los jest niepokorny i nawet my, którzy istniejemy od początku, nie wiemy co szykuje dla ciebie czas. Aby pokonać przeciwnika, trzeba odkryć jego słaby punkt, więc szukaj, aż znajdziesz. Poszukiwania będą dla ciebie trudne, lecz powinieneś dokonać niemożliwego.
-Na pewno wezmę twoją radę do serca i posłucham jej. W razie czego wiesz gdzie mnie szukać. Jesteś tutaj mile widziany i zawsze ci pomożemy, strażniku-skłonił głowę w kierunku mężczyzny.
-Twoja dobroć cię kiedyś wynagrodzi.
-Bóg z tobą, Assasinie
-I z tobą - McBring podniósł się i wyszedł z pomieszczenia.
Zielonooki dokończył śniadanie i ruszył do sali imprez. Po drodze wyczarował słuchawki, które miały zagłuszyć odgłos muzyki. Kiedy wszedł do pokoju, zobaczył leżące ciała na wszystkich możliwych miejscach. Założył magiczne słuchawki i wyczarował mugolski sprzęt magiczny. Puścił muzykę i z wesołymi iskierkami oczach obserwował ruchy swoim towarzyszy. Pierwszy podniósł się Alex, który od razu przykrył uszy rękami. Potem każdy powtarzał jego ruchy, a James krzyknął coś do śmiejącego się młodzieńca. Czarnowłosy zlitował się i wyłączył muzykę oraz zdjął słuchawki.
-Tak, tato?- spytał niewinnym głosem.
-Czym my sobie na to zasłużyliśmy, na Merlina! -krzyknął, lecz po chwili się skrzywił.
-Nie trzeba było wczoraj tyle pić. Idziemy na śniadanie, bo trzeba wracać do Hogwartu.
Wszyscy z jękiem wstali i popychając innym albo rozbijając się po ścianach, doszli do jadalni, gdzie na stole leżało śniadanie. Harry usiadł i w milczeniu obserwował ich z zwycięską miną. Nie miał w zamiarach dać im tego eliksiru od razu. Chciał popatrzeć sobie trochę na ich cierpienie. Kiedy każdy się najadł, czarnowłosy wyciągnął fiołki dla każdego.
-Czy to jest to co myślę?-wyszeptał Alex.
-Tak, ale się zastanawiam czy wam go dać-uśmiechnął się.-Ale ze czas wracać do Hogwartu, muszę chyba to wam dać, bo inaczej dyrektor mnie zabiję.
-Harry, Harry, Haarry... Jesteś jego wybrańcem, nie zabije ciebie, bo bez swojego chłopczyka nie pokona Voldemorta -wyszeptał Syriusz, uśmiechając się figlarnie.
-Łapo, ty zawsze umiesz pocieszyć ludzi. Trzymajcie eliksir i za dwadzieścia minut czekam na was w holu -zielonooki podał im fiołki, a sam deportował się do swojego gabinetu.
W pomieszczeniu czekała na niego sterta dokumentów, które musiał przeczytać, podpisać albo uzupełnić. Przez dobre dziesięć minut czytał bzdurne informacje o Złotym Królestwie sprzed kilkunastu lat, które Alex zdobył w czarodziejskim świecie. Pisali, że mieszkańcy to rządne krwi demony, zdolne do porwań i mordowania niewinnych dla swojej przyjemności. Załamany błędnym określeniem swoich poddanych, stwierdził, że musi napisać list do Proroka Codziennego z prośbą o niepisanie bzdur na ich temat. Machnięciem dłonią sprawił, że wszystkie dokumenty znalazły się w jego torbie, która leżała na podłodze przy biurku. Podniósł ją i teleportował się do głównego holu. Musiał poczekać z dwie minuty zanim reszta jego towarzyszy przyszła na dół. Złapali się za ręce i Harry przeniósł ich do gabinetu dyrektora.
-Dzień dobry, panie dyrektorze -przywitał się, wyrywając Dumbledore'a z rozmyśleniem.
-Witaj, Harry. Cieszę się, że już wróciliście.
-Ja też się cieszę, dyrektorze. A teraz pan pozwoli, że pójdziemy do dormitorium się przespać, aby jutro normalnie funkcjonować. Dobranoc, Dumbledore -szepnął cicho i wyszedł wraz z pozostałymi.
Droga szybko im zleciała i nadszedł czas, aby się rozejść. Powiedzieli sobie parę słów na pożegnanie i każdy z nich ruszył w stronę swoich komnat. Harry od razu ruszył do łazienki, gdzie wziął porządny prysznic. Podśpiewując sobie pod nosem, rozmyślał nad zaklęciami zabezpieczającymi, które mógłby wykorzystać, aby zapewnić ochronę rodzicom Draco. Zakręcił wodę i wytarł swoje ciało mięciutkim ręcznikiem. Ubrał tylko bokserki i spodnie od piżamy i wpełzł pod kołdrę, zapadając w sen.
Troszkę mi zajęło napisanie rozdziału do końca, a nawet trochę za długo. Ale w końcu udało się i oto jestem z nowym rozdziałem. W tym roku zaczęłam uczyć się w technikum ekonomicznym i mam dość dużo nauki i brakuję mi czasu na pisanie. A wam jak idzie w nowym roku szkolnym?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz